„ECHO DEPEESU” – MANIFEST TWÓRCZOŚCI

Scan0024

Scan0004

MANIFEST TWÓRCZOŚCI

Nie chcemy rządzić światem materialnym! Nie mamy zamiaru zmieniać układów politycznych! Nie pragniemy błyskotek i splendoru! Jedyne, czego żądamy, to rząd dusz! Naszym marzeniem jest zawładnąć naszą i Waszą, Drodzy Czytelnicy, twórczością i kreatywnością! Pragniemy duchowego rozwoju, ale nie w imię hasła „sztuka dla sztuki”. Nie interesuje nas tworzenie rzeczy oderwanych od rzeczywistości, nie współgrających z nią, nie tożsamych z tym, co nas otacza. Każdy bowiem wytwór kultury musi mieć konotacje i powiązania, musi być osadzony w realnym świecie, w życiu codziennym. Wtedy ma ogromny sens i moc sprawczą, która jest przekazywana kolejnym jednostkom. Interesuje nas uwrażliwienie i pewna forma posmakowania w tym, co wysokie, co pobudza do głębszej refleksji, daje przyczynek do dalszego naukowo-poznawczego dyskursu. Chcemy pokazać, jak ewoluują nasze osobowości, rozwijają talenty i co tak naprawdę mamy do powiedzenia. Chcemy przekazać to, co istotne. Nie uprawiamy wspomnianej sztuki dla sztuki, lecz pokazujemy sztukę drugiemu człowiekowi. Nie jest to zadanie proste, dlatego podejmujemy wyzwanie! Ośmielamy się rzucić rękawicę wszystkim, którzy wątpią w potęgę i piękno umysłu. Jest on bowiem najsilniejszą bronią człowieka w walce o przetrwanie i zaistnienie w społeczeństwie. Nie jesteśmy ślepi – potrafimy rozróżnić to, co wartościowe od tego mniej przydatnego w twórczym rozwoju. Dlatego stawiamy na działanie i słowa mające moc działania. Z tego też powodu echo naszych myśli ujrzało światło dziennie. Ale to dopiero początek…

Naszym zamiarem jest, aby w toku toczącej się walki postmodernistycznych dyskursów pokazać coś nowego, a zarazem tak oczywistego – potęgę intelektu zwykłego człowieka. Siła umysłu, wena twórcza i talent – to podstawowe składniki „Echa Depeesu”. To prawdziwa duchowa uczta, do której serdecznie Was zapraszamy!

Witamy w świecie Mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Lubuczewie :)

Scan0012

Przekleństwo, a sprawa książek

Przekleństwo, a sprawa książek
Kiedyś, kiedy byłam mała, usłyszałam nieprawdopodobne przekleństwo „Żebyś na środku wielkiej wody siedział i z pragnienia konał”. Naonczas wydawało mi się idiotyczne i zupełnie nie zrozumiałe. No, bo jakże to – siedzieć w środku wielkiej wody i być spragnionym – bzdura wierutna. Wspomnienie tego przekleństwa w dziwny sposób, co jakiś czas wracało do mnie. Byłam już dużo większa i mniej więcej rozumiałam, o co przeklinającemu chodziło, jednak pełny sens dotarł do mnie dopiero teraz, na starość, kiedy odczułam na własnej skórze jak to naprawdę jest siedzieć w środku wielkiej wody i umierać z pragnienia. A było to tak:

Jednego razu znalazłam się na Bawarii, a konkretnie w małym domku niczym specjalnie niewyróżniającym się od innych. Przywitana zostałam przez sympatyczną staruszkę imieniem Frida. Kiedy rozgościłam się i odpoczęłam po podróży, rozejrzałam się  z ciekawością po mieszkaniu, ze zdumienia przecierając oczy. Chryste! Po raz pierwszy w Niemczech trafiłam do domu pełnego książek. I to jakich książek! Czegóż tam nie było…

Niczym łasuch na czekoladę rzuciłam się ku wnęce drzwiowej gęsto zabudowanej półkami zapełnionej tytułami, których na oczy nie widziałam nawet w naszych bibliotekach. Już sięgałam drżącą ręką do wybranego tomu, już język mi przysychał do podniebienia, serce biło szybciej, już widziałam się na tarasie, wylegującą  w promieniach słonecznych z opasłym tomem w ręku… Kiedy nagle i pewnie z wrażenia, zachciało mi się bardzo pić…

W tym właśnie momencie wspomnienie przekleństwa powróciło. Tylko – myślałam z rozpaczą – dlaczego ono mnie prześladuje, kiedy nie w moją stronę było kierowane? A może otarło się o mnie lecąc w stronę przeklinanego? I to wystarczyło? Nie wiem.

Jednak kiedy porwałam zachłannie interesujące mnie, opasłe tomisko w ramiona, kiedy je już obwąchałam niczym pies kość zakopaną od roku w ogrodzie, kiedy z nabożeństwem pogłaskałam lśniącą – a potem rozwarłam – okładkę i łakomie rzuciłam okiem na pierwszą stronę, mróz przeleciał mi po plecach. Zamarłam patrząc z niedowierzaniem. Nie! To nie może być prawdą! Matko przenajświętsza! Ktoś mnie chyba przeklął – myślałam zrozpaczona – to jest w niemieckim języku!

Stojąc przed regałami pełnymi poezji i prozy czułam się jak wygłodniały pies patrząc na świąteczną szynkę, a ślinka kapała mi równie pożądliwie. W tym właśnie momencie naprawdę poczułam, co znaczy być na środku wielkiej wody i umierać z pragnienia. Co więcej! Ze zdziwieniem odkryłam, że na świecie są książki wydawane również w innych, obcych językach, bo jakoś wcześniej tego faktu namacalnie nie odkryłam, mimo iż mam na swoim koncie wiele przeczytanych obcojęzycznych tytułów –  jednak zawsze tłumaczonych na Polski.

Człowiek sięga po książkę, jak po chleb i oczywistym mu się wydaje, że natychmiast nadaje się do jedzenia…

Frida odgadła we mnie bratnią duszę. Widząc nieukrywaną rozpacz, przyniosła mi na otarcie łez książeczkę swojej trzyletniej wnuczki. O wiecznie głodnej gąsienicy. Tak na początek, żebym się nie zniechęciła trudnym słownictwem.

Dobre i to. Przeczytałam. Jak już gąsienica zeżarła wszystko, co stanęło na jej drodze w ciągu całego tygodnia, owinęła się w kokon i z czasem przepoczwarzyła w pięknego motyla.

Mam nadzieję, którym ja też zostanę jak już pożrę większość nieznanych mi słów.

Bo ja nie zamierzam zbyt długo usychać z pragnienia.
A tak na marginesie, to przy okazji przypomniało mi się kolejne przekleństwo mojej byłej sąsiadki, którym często obdarzała swoich nawet chwilowych nieprzyjaciół. A brzmiało ono tak: „A żebyś się w trumnie zesrała! ” Po prostu strach umierać…
Anna Ciupińska

Koledzy

 

 

Pamiętam całą sprawę jak żywo.

Siedzimy w barze, pijemy piwo.

Nagle zza stołu podniósł się Zdzich.

„Jutro panowie jadę do Tych”.

Więc mu rzuciłem „To jakaś ściema.

Ty do tych jedziesz, a ich tam nie ma.

Jeszcze niedawno widziałem ich,

chyba, że do tych jedziesz, nie tych

co miesiąc temu jeszcze tam byli,

ale się potem wyprowadzili”.

Tu wtrącił Janek. „Popatrzcie sami,

lepiej mu będzie z nimi niż z nami.

A nic nie mówił, że poznał ich.

Nas już nie lubi. Jedzie do tych.

Spod stołu nam się Stasiu wyłonił

i krzyknął głośno. „Kto to są oni.

Dawać psubratów, dawać tu ich,

bo nienawidzę i tych i tych.

A Zdzich z wrażenia otworzył oczy.

O co ta wojna się tutaj toczy.

Wszak oni wiedzą, że lubię ich,

lecz jutro rano muszę do Tych.

I tu odezwał się barman stary.

„Drodzy panowie, skończcie te swary.

A ty najlepiej powiedz im Zdzichu,

że jutro rano jedziesz do Tychów.

 

Dom,drzewo i syn

W poczekalni jakiegoś szpitala,

w nerwach skubiesz pomięty bukiecik.

Zza drzwi słychać głos chorych na salach,

a ty siedzisz i czekasz na dzieci.

 

I obgryzać paznokcie zaczynasz,

jeden koszmar spędza ci sen z powiek.

„Żeby tylko urodziła syna”,

chociaż córka to niby też człowiek.

 

Bo z najważniejszych zadań dla faceta,

takich ważnych jak na kaca klin,

tak potrzebnych jak na klina seta.

są: dom, drzewo i choć jeden syn.

 

I już w myślach chodzisz z nim na ryby,

albo z piłką przebiegasz podwórka.

Skaczesz, pływasz, albo  zbierasz grzyby.

Nagle,  koniec marzeń. Słyszysz – „córka”

 

Teraz nie jest ci już tak radośnie.

Jakiś ci się żal  rodzić zaczyna,

bo masz dom i przed nim drzewo rośnie.

Ale  czego nie masz? Nie masz syna.

 

A z najważniejszych zadań dla faceta,

Takich ważnych jak na kaca klin,

tak potrzebnych jak na klina seta,

są: dom, drzewo i choć jeden syn.

 

Kumple chodzą na mecze z synami,

naprawiają żelazka i wtyczki.

Ty kupujesz w sklepie z zabawkami

córce,  „Zestaw małej kosmetyczki”.

 

Kumple synom kupują rowerki,

Na komunię obiecują quada.

A ty swojej różowe sweterki,

Albo  taką lalkę, która gada.

 

Niedosłyszysz już i niedowidzasz,

tu pozwolisz na coś, tu zabraniasz

Makijaże i mini wyszydzasz,

wieczorami amantów przeganiasz.

 

Lecz w skrytości gdzieś oczy ci płoną,

I na plecach rośnie gęsia skórka.

Ona kiedyś będzie czyjąś żoną,

a jej mąż też usłyszy „córka”

 

Biologizacja zieleni

W aglomeracjach miejskich coraz mniej naturalności, coraz więcej betonu i sztuczności, spalin i smrodu coraz mniej powietrza do oddychania … Wszyscy, czy tego chcemy czy nie pochodzimy z natury z rajskich ogrodów jak podaje historia Adama i Ewy oraz przekaz biblijny, samo więc nasuwa się pytanie, to gdzie te „rajskie” ogrody nasze. Gdzie te raje z podniebnych pięter ? Gdzie te zapomniane ogrody w tym betonie ? Tęsknimy za zielenią, za ciszą i wytchnieniem dlatego, większa część mieszkańców aglomeracji miejskich lwią część swojego wolnego od pracy czasu spędza poza miastem, ucieka na łono natury by odpocząć, zrelaksować się, zregenerować siły. A może warto by zacząć realizować ideę powrotu do natury i poddać nasze miasta rewitalizacji i naturalizacji, przywrócić ogrody i zieleń i ich znaczenie naszemu życiu. Na szczęście nie wszystko stracone i możemy wiele zrobić dla naszego naturalnego środowiska, przywracając naszym miastom, parkom, ogrodom naturalną życiodajną zieleń i naturalne piękno.
Naturalna i zdrowa gleba składa się z powszechnie występujących w naturalnym środowisku mikroorganizmów, bakterii kwasu mlekowego, bakterii fototropowych, drożdży, grzybów i promieniowców. Są one tak dobrane przez naturę, że wzajemnie się uzupełniają i wzbogacają w działaniu. Gleba jest a raczej była naturalną żywą organiczną substancją, całkowicie przyjazną środowisku i zdrowiu ludzi, zwierząt i roślin. Pożyteczne mikroorganizmy poprawiają jakość i zdrowotność wszystkich systemów biologicznych.
W parkach i terenach zieleni miejskiej najczęściej podawane są nawozy doglebowe zaś opryski fungicydami, pestycydami itp. szczęściem w nieszczęściu z uwagi na bezpieczeństwo mieszkańców miast i ciągłej ich obecności opryskiwanie roślin są praktycznie niemożliwe. Zwiększa się w związku z tym ilość chemicznego nawożenia doglebowego, które powoduje wyjaławianie gleby z dostępności składników pokarmowych
składników mineralnych i próchnicy co z kolei powoduje, że drastycznie maleje i kurczy się grubość i powierzchnia biologicznie czynnej warstwy próchnicy i humusu a rośliny pomimo ekspansywnego nawożenia słabo rosną, są „ wygłodzone” anemiczne i chorują, zamiast cieszyć oko swoim wyglądem i kwiatami – smucą żałosnym wyglądem. Po zimie rośliny usychają i giną, wyczerpane i zagłodzone brakiem składników mineralnych i wody, w które powinny się zaopatrzyć w stopniu dla siebie wystarczającym przed nastaniem zimowych miesięcy i mrozów. Trawnik latem wysycha i szpeci go mech. Gleba woła o tlen, o życie, woła o przywrócenie równowagi biologicznej a tym samym o rewitalizację . Taki wygląd ogrodu, parku czy zieleńca miejskiego jest swoistym apelem o to, aby przywrócić go do natury i stworzyć dobre środowisko dla rozwoju korzeni. To co wewnątrz to i na zewnątrz, czyli jaki korzeń takie drzewo, krzew, roślina. Nie szukajmy przyczyn mizeroty naszego środowiska na zewnątrz, szukajmy jej w glebie i korzeniach. Dopiero wtedy, gdy gleba zawiera dużo naturalnej próchnicy naturalnie i prawidłowo zmineralizowanej jest w stanie wytworzyć doskonałe warunki dla rozwoju korzeni, których dobra i zdrowa kondycja zapewnia naturalny, atrakcyjny i zdrowy wygląd roślin, drzew, warzyw. Dobrze rozbudowany system korzeniowy roślin decyduje o zdolności pobierania składników pokarmowych z gleby, zwiększając odporność na susze, mrozy i szkodniki. Prawidłowo ukształtowany i rozbudowany system korzeniowy roślin zapobiega inwazji szkodników poprzez właściwe i odpowiednie zaopatrywanie roślin w wodę i składniki pokarmowe co powoduje, że roślina jest silna mocna i zdrowa. „Szkodniki” atakują rośliny, słabe, chore, zainfekowane pleśniami i zagrzybione oraz niedożywione.
To niedożywienie może wynikać z nadmiaru nawozów mineralnych, nadmiar zatruwa biologię ziemi i przeładowuje magazyn nawozów w formie uwstecznionej, a to wszystko razem składa się na złą kondycję roślin i łatwość rozwoju chorób i inwazję szkodników
Przywracając glebie bogactwo biologii, dostateczną liczbą biologicznie czynnych bakterii uruchamiamy proces przewartościowania form uwstecznionych do łatwo przyswajalnych. Np. żelazo z trójwartościowego do dwuwartościowego przyswajalnego dla roślin,
gleba staje się luźna i gruzełkowata. Podczas opadów woda z łatwością przeniknie w głąb ziemi, zapobiegając tym samym tworzeniu się wszelkich zastoin wodnych a podczas upałów będzie podsiąkać do korzeni co zmniejszy konieczność częstego nawadniania.
Eko technologia pozwala ograniczyć nawożenie w uprawach konwencjonalnych i sprawnie funkcjonować w uprawach ekologicznych
Biologizacja terenów zieleni miejskiej pozwala
znacznie zredukować nakłady finansowe na nawozy sztuczne, gdyż bakterie w procesie biologizacji są odpowiedzialne za transformacje składników pokarmowych na łatwo przyswajalne formy, przyczyniając się do szybkiego ich pobierania i ograniczając jednocześnie utlenianie i wypłukiwanie.
Zastosowanie naturalnych metod kompostowania do przekonwertowania liści na fantastyczny nawóz bezpośrednio pod drzewem, które je zrzuciło ograniczy koszty wywozu liści lub pozwoli zamienić utylizację w szybkie i sprawne kompostowanie w pobliskim ustronnym miejscu.
Technologie ekologiczne są drogą do wyeliminowania środków ochrony roślin i nawozów sztucznych
I pozwalają na wyeliminowanie chemii poprzez biologizację parków, zieleńców, trawników, pasów zieleni ochronnej, wszystkich upraw warzywno sadowniczych i ozdobnych, stawów, oczek i zbiorników wodnych, wszelkich produkcji uprawowych i hodowlanych, co bezpośrednio wiąże się z poprawą jakości środowiska, zieleni miejskiej i parkowej, ogrodów i żywności na naszych stołach. Systematyczne ich wdrażanie ma na celu biologizację miast i wsi. Mikroorganizmy to całkowicie naturalna alternatywa dla patogennych grzybów, bakterii i pleśni zasiedlając tą przestrzeń w której mogły by się zadomowić chorobotwórcze patogeny
Skutecznie uniemożliwiają rozwój szarej pleśni, mączniaka, grzyba fitoflora czy postępującego i nieodwracalnego procesu zamierania pędów. Uniemożliwiają nadmierny rozwój wielu szkodników jak np. uciążliwych kolonii mszyc, będących naturalnym wskaźnikiem chorych drzew, krzewów oraz innych szkodników ssąca gryzących, np. opuchlaka truskawkowca, szrotówka kasztanowcowiaczka, szkodników upraw pod osłonami – mączlika i wielu innych nieustępliwych pleśni, grzybów, z którymi chemia nawozowa ani ogrodnicza już kompletnie sobie nie radzi, zaś jej stosowanie jest szkodliwe nie tylko w ogrodach miastach dla wielu roślin ,ale przede wszystkim szkodzi i zabija wiele ptaków i żyjących drobnoustrojów, pożytecznych jeży, zwierząt a także podstępnie ludzi. Prawdą i faktem jest, że nierozważne stosowanie środków chemicznych w uprawach rolnych, ogrodniczych, sadach, parkach itp. przyczynia się bezpośrednio do nie przewidywalnych mutacji patogenów, inaczej mówiąc te patogenny „zaszczepią się” i uczą się jak neutralizować dany składnik czynny i dalej swobodnie się rozwijać .
W początkowej fazie naturalizacji dobrym rozwiązaniem są kompozycie mikroorganizmów i naturalnego kompostu, przygotowane z roślin dziko rosnących popularnie uznawanych za chwasty, które mogą być rozpylane nocą i w dni pochmurne i najlepiej „z rosą” i „po rosie” na zasadzie „zamgławiania” bez żadnej szkody dla żyjącego świata flory i fauny oraz całego środowiska biologicznego oraz dodawane do zbiorników wodnych celem przywrócenia biologicznej równowagi, gdzie gnijące liście na dnie zbiornika stworzyły środowisko i pożywkę dla nie pożądanej fauny.
Technologie pro biotyczne działają prewencyjnie, zasiedlając mikroorganizmami glebę i korzenie nowo sadzonych, przesadzanych, szkółkowanych roślin poprzez zamaczanie przed posadzeniem oraz rosnących roślin poprzez obfite podlewanie co jest pomocne w przywracaniu środowiska naturalnego. Proces ten pobudza rozbudowę korzeni, potęgują aktywność biologiczną w strefie przykorzennej ryzosfery co ma
bezpośrednie przełożenie na dynamikę rozwoju systemu korzeniowego i siłę i witalność całej rośliny
przyśpiesza gojenie ran i chroni przed grzybami patogennymi, szkodnikami systemu korzeniowego i zapewnia tym samym zdrowe przyjęcie i wzrost roślin. Symbioza bakterii z korzeniami to bakterioryza która ma zdecydowanie większy wpływ na roślinę jak mikoryza. Liczebność przyjaznych bakterii na korzeniach rośliny, w strefie przykorzennej oraz na jej powierzchni ma przeogromne znaczenie dla rozwoju części podziemnej i nadziemnej rośliny, gdyż silny i rozwinięty system korzeniowy rośliny zapewnia zdrowy i atrakcyjny wygląd roślin oraz zdrowy i doskonały smak owoców i warzyw. Szczepiąc glebę mikroorganizmami dajemy początek nowemu życiu miliardów bakterii, w ciągu kilkudziesięciu minut powtarza się kolejny cykl życiowy. Aktywność tych pożytecznych bakterii pozostawia dla nas, dla roślin metabolity, witaminy, aminokwasy makro i mikro elementy, wszystko łatwo przyswajalne i świetnie wchłaniające się. Ten mikroorganiczny i biologiczny proces od wieków od powstania życia na Ziemi wspierał prawidłowe funkcjonowanie ludzi zwierząt i roślin, zapewniał odporność i dawał energię wzrostu wszystkiemu na Ziemi. Probiotyki tworzone z azotu, tworzą aminokwasy i wiele innych składników łatwo przyswajalnych przez korzenie roślin. Dzięki pracy mikroorganizmów naturalne składniki nawozowe , m. innymi azot obecne w glebie są trzy razy szybciej przyswajane przez korzenie. Ma to niebagatelny wpływ na oszczędności nawozu, gdyż ograniczane jest utlenianie i wypłukiwanie. Mikroorganizmy działają w trosce o środowisko naturalne nasze i naszych dzieci , w glebie, oborniku, budynkach inwentarskich, szambie i kompostowaniu powodują szybki rozkład masy organicznej i tłuszczy poprzez wywołanie procesu naturalnej fermentacji i humifikacji.
Podobnie przedstawia się sytuacja trawników szczególnie w aglomeracjach miejskich, gdzie zasolenie gleby i absorpcja metali ciężkich pochodzących ze spalin samochodów jest ogromna i powoduje że gleba staje się miejscem niekorzystnym do rozwoju korzeni i prawidłowego wzrostu. Zastosowanie technologii pro biotycznych po koszeniu traw w parkach przyśpieszy mineralizację resztek trawy i filcu, który powoduje występowanie mchu oraz powstawanie coraz to większych powierzchni tzw. „pustych miejsc” na trawniku i całkowicie wyeliminuje zamszenie trawników. Trawniki lubią zraszanie więc z wdzięcznością przyjmą zraszanie zamgławiające trawników mikroorganizmami i odwdzięczą się intensywną barwą i silnym systemem korzeniowym zwiększającym
odporność na susze, zaś popularny filc na trawnikach ulega szybkiemu rozkładowi i mineralizacji , poprawiają się warunki wodno – powietrzne w glebie co pozwala ograniczyć a nawet wyeliminować kosztowne zabiegi aeracji i wertykulacji a zmineralizowane resztki powrócą do gleby jako naturalny nawóz.
Zmorą trawników są krety, które niszczą nasz trawnik, gdy znajdują tam jedzenie. Kompozycja pro biotyczna z wrotyczem eliminuje pędraki, opuchlaki i drutowce, które podgryzają korzenie trawy, azalii, różaneczników i wielu innych roślin, bylin i krzewów. Po jej zastosowaniu kret traci jedzenie i wyrusza na poszukiwanie zasobniejszych w szkodniki będących jego pożywieniem miejsc. Zabiegi są całkowicie nie szkodliwy dla roślin i gleby a wręcz odwrotnie wprowadza do gleby i na roślinę pro biotyczną mikroflorę.

W Naturze nie istnieje coś takiego jak „ chwast”, w przyrodzie każda roślina ma swoje zastosowanie w naturalnym procesie biologicznym, dlatego też kompozycje kompostu i roślin popularnie uznawanych za chwasty – tylko na potrzeby celowości produkcji chemii ogrodowej – są całkowicie nieszkodliwe dla wyższych form żywych, można je więc stosować bez obaw o zdrowie i życie ludzi i zwierząt.
Nie ma potrzeby stosowania środków ostrożności i ubrań ochronnych co wiadomo jest konieczne w przypadku używania nawożenia chemicznego z zastosowaniem pestycydów, fungicydów, herbicydów itp.
Zastosowanie oprysku trawników szczególnie po zimie
gdy topniejący śnieg odkrywa psie odchody przyczyni się do neutralizacji odorów i przyspieszy rozkład odpadów organicznych (odchodów, liści, obumarłych resztek roślin) i spowoduje, że nasze otoczenie będzie przyjemniejsze dla naszego oka.
Najtańszym i najłatwiejszym sposobem zasilania roślin i mineralizacji gleby i oczek wodnych jest tworzenie kompozycji kompostowników, obornika i poplonów przyśpieszających ich mineralizację i rozbudowę próchnicy w glebie oraz wody w stawach i zbiornikach wodnych. Zastosowanie probiotycznych szczepów mikroorganizmów eliminuje wydzielanie się nieprzyjemnych zapachów z gnijących resztek organicznych w kompostowniach, niesamowicie skutecznie eliminuje odory i wyziewy z kanalizacji miejskiej spowodowane procesami gnilnymi.
W wielu parkach miejskich kwitnie proces dokarmiania ptaków różnego rodzaju pieczywem, głównie kaczek i gołębi przez spacerowiczów i stanowi to główną atrakcję wycieczki do parku. Pytanie tylko czy to wszystko jest dobre dla ptaków i tym samym ekosystemu, otóż nie, ponieważ uzależnia ptactwo parkowe od ludzi, w prawidłowo działającym ekosystemie mikroorganizmy wspierają naturę i ptactwo samo zdobywa pożywienie zgodne ze swoimi predyspozycjami. Białe pieczywo jest szkodliwe nie tylko dla ludzi ale i ptactwa nie tylko z uwagi na zawartość wszelkich ulepszaczy i polepszaczy smaku.
Resztki nie zjedzonego pieczywa opadają na dno zbiorników wodnych i tam ulegają procesom gnilnym wynikiem czego jest powstanie pożywienia dla glonów.
Prowadzi to do rozwoju chorób pleśniowych szkodliwych także dla ryb i całego ekosystemu zbiorników wodnych. Naturalna technologia pro biotyczna wychodzi naprzeciw tym problemom, biologizuje i rewitalizuje oczka i zbiorniki wodne zamknięte, jeziora i stawy hodowlane, powodując uzdrowienie ich i ich podwodnych mieszkańców oraz ptactwa wodnego biesiadującego nad i na powierzchni.
Naturalne technologie ekologiczne to alternatywa dla chemii nawozowej i ratunek dla naszych parków, ogrodów, skwerów i zieleni miejskich, z większością szkodników, grzybów , pleśni w ogrodach i parkach chemia sobie nie radzi, dlatego powróćmy do natury, „Pamiętajcie o ogrodach” jak śpiewał Janusz Kofta , stamtąd bowiem przyszliśmy. Wróćmy więc i odzyskajmy zdrowie własne i przywróćmy zdrowie naszym uprawom rolnym, naszym sadom, ogrodom, naszemu miastu i naszej wsi, naszym parkom i zieleńcom a przede wszystkim sobie . Zaoszczędzimy na tym nie tylko my, konsumenci i użytkownicy ale zmniejszą się znacznie koszty nawożenia roślin, dzięki naturalnym metodom kompostowaniu liści i resztek roślinnych „pożniwnych” zmniejszy się konieczność ich utylizacji, generujące duże koszty. W myśl ekologii ideą samorządów lokalnych tak miejskich jak i wiejskich powinna być biologizacja terenów im podległych w zgodzie z naturą i etyką, które pozwolą na sprawne, etyczne i zdrowe funkcjonowanie całego środowiska i ekosystemu, w którym człowiek w zgodzie z naturą pełnić będzie pierwszoplanową rolę.

Ewa Milewska

Eco Balkon

Wiele osób zastanawia się jak urządzić balkon, czy w ogóle można na wielokrotnie mikroskopijnej powierzchni stworzyć   fajną i ekologiczną przestrzeń. Oczywiście , że tak.  Mało tego, można  na tak  niewielkiej przestrzeni połączyć i pogodzić kilka funkcji,  czyli  w ozdobnej i rekreacyjnej uprawiać własne  warzywa i owoce .  Dla wielu osób takie połączenie wydaje się  być całkowitą abstrakcją,. Natura jednak wbrew naszym mitom i złudnym wyobrażeniom pokazuje , że  wszystko jest możliwe,  wszystko co naturalne można pogodzić,  ogrody biblijne były ogrodami  funkcjonalnymi  i w dobie betonu i wieżowców otwiera szeroko drzwi i przestrzeń  ogrodom  wertykalnym, będącym doskonałym  rozwiązaniem zarówno dla  małych jak i wielkich przestrzeni.  Ogród wertykalny na tarasie i  balkonie w mieście prowadzony metodami mikro rganicznymi  jest  świetnym sposobem na własne warzywa, sałaty, rzodkiewki, zioła, cukinie, pomidory , truskawki, poziomki , aronię , borówkę a nawet jabłka, czy gruszki .  Co ciekawe  plony naszych balkonów  są i będą  wielokrotnie  zdrowsze aniżeli te zakupione na  pobliskim bazarze z upraw bliżej nam nieznanych  i niezidentyfikowanych, najczęściej pochodzenia zagranicznego rolnictwa ekstensywnego . Jako przykładem posłużę się tu,  pionierem rolnictwa miejskiego  czyli bostońskim rolnictwem miejskim usytuowanym na dachach budynków , oferującym pełną gamę warzyw i owoców z danego obszaru,  regionu i środowiska klimatycznego, zaopatrującym okolicznych mieszkańców i czerpiących  zyski z takich inwestycji. Rolnictwo miejskie i przykład bostoński,pokazuje, że można wykorzystać każdą najmniejszą nawet przestrzeń by uprawiać żywność. Ogólnie przyjmuje się, że 1 ha powierzchni uprawnej gleby bezproblemowo jest w stanie wyżywić przez okrągły  rok  10 osób. Jeśli weźmiemy pod uwagę możliwości  wykorzystania wertykalnego każdej niemalże powierzchni, okazuje się, że ta liczba znacznie się zwiększa.

Najciekawsze jest to, że  rolnictwo miejskie tak indywidualne  jak i osiedlowe czy nawet  dzielnicowa zapobiega marnotrawstwu żywności, której tak wielu potrzebuje , żywność jest bogata w składniki pokarmowe , niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu, ogrody stają się dodatkowymi płucami miast i omijany jest jakże kosztowny łańcuch logistyki i dostawców, co pozwala na duże oszczędności . Dodatkową atrakcją, jest to , że klient, nabywca,  może sam prosto z krzaka wybrać sobie  owoce  czy warzywa .

Jak to zrobić ?? Mamy maj, zimni ogrodnicy prawie za nami, możemy zacząć od ogrodu ziołowego , w którym  świetnie się odnajdą  ciekawe i stare  odmiany pomidorów, sałat,  cukinii, ogórków, szpinaku itp. Zdążymy jeszcze kilkoma krzewami winorośli i borówki amerykańskiej a nawet truskawkami,.  Ważne jest aby zaopatrzyć się w bardzo dobrą jakościowo ziemię organiczną i utrzymać nasz balkon czy taras w dobrej kulturze ekologicznej i mikrorganicznej .

Własny ogród uprawny na balkonie w okresie zimowym może stać się  ogrodem zimowym i BIO Domem jednocześnie i poprzez kontakt z roślinami ziemią uczyć i budzić świadomość żywieniową i ekologiczną u naszych dzieci.

 

Jak to wszystko zrobić ??  Wystarczy się ze mną skontaktować.

 

Ewa Milewska

W polityce idą zmiany

Wygląda na to, że w społeczeństwie powiał długo oczekiwany, ożywczy wiatr odnowy. Bo oto – wbrew wszelkim sondażom – urzędujący Polski Prezydent Bronisław Komorowski przegrał w pierwszej turze wyborów na Prezydenta RP z przedstawicielem Prawa i Sprawiedliwości Andrzejem Dudą.  A i Paweł Kukiz zdobył ponad dwadzieścia procent głosów, co – patrząc na to z perspektywy pozycji startowej i skromniutkich środków finansowych, którymi dysponował w porównaniu do swoich konkurentów, jest wielkim osiągnięciem. Może to zapowiadać prawdziwą rewolucję na polskiej scenie politycznej w jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu.

W drugiej turze przegrana Bronisława Komorowskiego wydaje się być przesądzona. No i dobrze! Bo najwyższy czas, aby i u nas coś się zaczęło zmieniać na lepsze…
Może dzięki temu uda się ukrócić arogancję władzy, która zwykłych ludzi potrzebuje tylko do wyborów, a później nie proponuje im nic oprócz ciągłego dokręcania śruby… i przerzucania na najbiedniejszych kosztów błędnej polityki. Mam nadzieję, że dzięki zmianie, która niewątpliwie w obecnym roku nastąpi, uda się powstrzymać postępującą ciągle degradację prowincjonalnej Polski.

Nie może byś dłużej też tak, że przerośnięte organy lokalnej władzy w jednej kadencji rozrzucają pieniądze na prawo i lewo, na nieprzemyślane, często niepotrzebne inwestycje – po to tylko, aby je wydać i dać zarobić swoim poplecznikom , a w następnej, często ci sami ludzie, zaciskają pasa, ale nie sobie, tylko społeczeństwu, likwidując wszystko co się da. Szczególnie drastycznie widać to w edukacji. gdzie na wsiach, lekkomyślnie, zamyka się szkoły, biblioteki i wszelkie inne instytucje kulturalne; łączy klasy, pozbawiając wiejskie dzieci szans na normalną naukę i rozwój.

Mam nadzieję, że już niedługo wszystko to się zmieni i Państwo Polskie wreszcie zacznie myśleć o swoich obywatelach: o ich zdrowiu, edukacji, o realizacji konstytucyjnego prawa do pracy. A władze centralne skończą z polityką umywania rok.
Mam nadzieję, że również w naszej kulturze, a szczególnie w literaturze, coś drgnie na lepsze, bo teraz nikt o nią nie dba. Albo inaczej – dba, ale oto, aby przymusowa „europeizacja” (przypominająca germanizację i rusyfikację z okresu zaborów) trwała w najlepsze, jak najdłużej.

Blog Ludzi Ciekawych